Kobieta + dyktator = feminizm!
W życiu pojawią się ciągle to nowe przeciwności. Problemy, kłopoty, zmartwienia. Jednak mimo tego, istnieją na świecie pewne grupy ludzi, które oficjalnie „chcą zmienić świat na lepsze”, a nieoficjalnie – „dokopać innym”.
O czym mowa? Już tłumaczę. W dzisiejszych czasach panuje równouprawnienie. Piękna rzecz, o którą przez masę czasu walczyło wiele osób, a zwłaszcza kobiety. Nie ma na dzień dzisiejszy żadnych powiązań, żadnych wytycznych, „co gdzie, jak”, ani nic z tego rodzaju. Każda osoba – bez względu na płeć – może robić ze sobą i swoim życiem to, co tylko sobie zażyczy. Kiedyś tego nie było. Sprawa była jasno postawiona: kobieta w domu, pielęgnuje ogród, dba o dzieci, sprząta, gotuje, prasuje, a mężczyzna przynosi dochody i jest głową rodziny. Była to w pewnym sensie dyskryminacja. Wiadomo – niektórym kobietom to odpowiadało, ale można było się mimo wszystko spotkać z osobą bardziej ambitną, która ma marzenia i chce je realizować.
Co to nam dało? Otóż, problem gejów i lesbijek, problem pielęgniarek, problem polskiej edukacji, polityki i ogólnie rzecz biorąc wszystkiego, co nas otacza na co dzień, a o czym jest tak głośno, to już po prostu przeżytek. Nudy. Lipa. Fakt, rusza mnie - i wielu innych zapewne także – los tychże osób, ale jak długo można o tym mówić i mówić, skoro tak czy owak, nie ma żadnej zmiany? Każdy potrafi krytykować. Ja także. Ale mój problem – a może to nie problem? - jest taki, że nie obiecuję tego, iż nagle zmienię świat, uczynię go lepszym, wezmę krzyż na swe ramiona i będę starał się go udźwignąć. Nie. Bynajmniej – nie pcham się ze swoimi propozycjami na afisz. Zmuszam do refleksji. I oczekuję czegoś w zamian.
Problemem dzisiejszej Polski, dzisiejszej Ameryki, Francji, Niemiec, Holandii i tak dalej, to nie tylko homoseksualizm i polityka, ale także feminizm. Co to jest feminizm? Według definicji zawartej na portalu wikipedia.pl, jest to ideologia i ruch społeczny związany z ruchem równouprawnienia kobiet, będący dopełnieniem maskulizmu, tj. ruchu związanego z równouprawnieniem mężczyzn. Wyjaśniając jednak na bardziej zrozumiały język – jest to grupa kobiet, która mimo tego, iż otrzymała to, o co do niedawna jeszcze walczyła, nadal jest z czegoś niezadowolona i uważa, że dalej istnieje „faworyzowanie mężczyzn”. Te osoby – a może bardziej: „osobniczki” – to ludzie, którym nigdy się nie dogodzi. Ludzie, którym ciągle jest mało. W porządku, można zrozumieć ich działalność w momencie, gdy kobieta jest dyskryminowana, poniżana, stawiana poniżej normy. To zrozumiałe. Ale czy tak jest na co dzień? Z każdą kobietą? Nie! Czy dyskryminacją można nazwać to, że mężczyzna wjechał szybciej na miejsce parkingowe pod supermarketem, niż kobieta? Czy dyskryminacją można nazwać to, że kupił w piekarni ostatni chleb, a za nim stała ta „biedna, poszkodowana”, która też go chciała, a on ze względu na to, że ma rodzinę, nie oddał go jej? Żenada, wiem. Tylko, że z właśnie takimi przypadkami, można się spotkać w życiu codziennym. Nie tymi, o których ogłaszają wszem i wobec panie Wiemy Wszystko i o Tym Powiemy, Bo Jesteśmy Krzywdzone, tylko właśnie takie błahe. Więc po co występuje u nich ta dyskryminacja mężczyzn? Po co ta zachłanność? Że dla kobiety mało, mało, mało…. Gdzie jest sprawiedliwość, o którą tak walczą, podczas, gdy same próbują udowodnić, że są lepsze we wszystkim? My nie możemy, a one mogą? No dziwne…
Oprócz tego, aby ich nie dyskryminować, aby była sprawiedliwość i totalne równouprawnienie – przypominam, że według tychże właśnie Pań, ciągle tego nie ma – próbują zawalczyć o to, ażeby to właśnie kobieta była osobą pracującą, bo ponoć lepiej się w tym sprawdza. Dlaczego? Stwierdzono, że są bardziej rzetelne, sumienne, obiektywne. Przykład? Praca w sejmie. Feministka jedna i druga uważa, że to właśnie kobieta wniosła by do polskiej demokracji i zarządzania coś świeżego, nowego, z perspektywą na przyszłość. W porządku. Są różni ludzie, każdy ma inną wizję świata, każe inaczej na wszystko patrzy. Bez różnicy, czy to On, czy Ona. Jedni są ambitniejsi, inni nie. Logika. Jednak warto tutaj wspomnieć o efektach ubocznych tego jakże pięknie brzmiącego “damskiego pracownika”. Kiedyś była taka sytuacja, że feministka została przyjęta do jakiejś partii, i co? Gdzie obiecana rewolucja? Nie ma. A kto za to wszystko odpowiedział? Mężczyzna. Dlaczego? Bo Pani Zbawię Świat, wyparła się tego wszystkiego. A jakie było zakończenie? Odeszła z partii i polityki. Morał? Nie pchaj się tam, gdzie cię nie chcą. A jak jest obecnie? Jak rządzą kobiety, które na siłę pomogą we wszystkim? Śmiało mogę powiedzieć, że nie różnią się niczym od naszych sąsiadów z podwórka. Zero elokwencji, zero stylu i klasy, zero działań. Bez urazy, szanowne Panie, ale skoro rozliczacie mężczyzn z ich pracy, zastanówcie się nad swoją i egzekwujcie od siebie to, co chcecie od nich, bo jak widać – nie rzucacie na kolana.
Takich przykładów można podawać i podawać. Tylko po co? Po co o tym pisać? Dobrze wiem, że usłyszę zaraz po tym, jak przeczyta to osoba z odchyłem w stronę feminizmu, iż „to wszystko to nieprawda, a Ty jesteś niesprawiedliwy”. Nie? Zastanawiam się, czy to dzięki kobietom mamy w Polsce demokrację, zastanawiam się, czy to dzięki kobietom Polska odzyskała niepodległość. Ciekawe, prawda? A kim jest mężczyzna w oczach feministki? Obiektem, który tylko i wyłącznie pożąda seksu, żądzy i pieniędzy. Do niczego się nie nadaje, jest do niczego. Ot co. Gratuluję.
Świadom tego, że sam podkopałem pod sobą przysłowiowy dołek, brnę w to dalej. Postanowiłem, że zapytam o opinię zwykłych ludzi. Kobietę i mężczyznę. Osobę dorosłą i nastolatka. By nie było, że sam kogoś dyskryminuję.
Jak na feministki reaguje młodzież, przyszłość narodu? „To kobiety pozbawione jakiegokolwiek optymistycznego - a co więcej! - realistycznego podejścia do życia… Wszystko według nich się równa niczemu, a nic - najgłupsze i błahe sprawy - wszystkiemu...” – komentuje sprawę 15-letnia Paulina Hryń, uczennica Zespołu Szkół Integracyjnych nr 9 w Wałbrzychu. „W XXI wieku nie ma miejsca na feminizm, jest to chory pogląd głoszący wyższość jednych nad drugimi, a przecież wszyscy są równi, tak? Bez tego kobiety osiągają coraz większe wpływy, zarówno w polityce jak w każdej innej dziedzinie życia.” – mówi Konrad Karolczyk, uczeń III Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu - „Skoro tępi się szowinizm, to dlaczego podobnie nie ma być z feminizmem?” – kończy.
A osoby ze sporym bagażem doświadczeń, które widziały już w swoim życiu naprawdę wiele rzeczy, co mówią? “Są to nawiedzone babska, które uważają się za pępek świata i uważają, że świat bez nich byłby niczym, a w dodatku wcale by nie istniał.” – twierdzi Wacław M., 66 letni mieszkaniec Wałbrzycha - „Tak naprawdę, to zapominają o ważnej roli mężczyzny w przedłużaniu gatunku ludzkiego. A tak na marginesie - kobietę Bóg stworzył z żebra Adama i one do dziś się z tym nie mogą pogodzić(feministki – przyp. autor)!”. “Generalnie, to feminizm jest przez większość “feministek” źle pojęty.” - uważa Pani Justyna Obrzydowska, nauczyciel języka angielskiego w Zespole Szkół nr 4 w Wałbrzychu - “Dla mnie feministki to baby, którym brakuje faceta i same nie potrafią sobie poradzić ze swoimi frustracjami.” - dodaje.
Pytam zatem: po co ta cała maskarada? O co tak naprawdę chodzi? To, że feministki, jako małe dziewczynki, nie były dowartościowywane przez nikogo, to, że w ich klasie w szkole zawsze przeważała ilość chłopców, to, że zamiast bawić się lalkami, patrzyły, jak koledzy grają w piłkę, a im nie wolno, nie oznacza wcale, że musi na tym cierpieć cały świat! Nie mam wątpliwości co do tego, że dyskryminowana kobieta, zgłosi problem, gdzie trzeba. Od tego jest chociażby rzecznik praw obywatelskich. Więc po co oświadczanie, że mężczyźni są do niczego i oczernianie ich? Nie każdy jest taki, jak panowie z dzieciństwa. Tak samo, jak nie każda kobieta jest jak feministka. Osobiście bardzo podziwiam Panie, które zarabiają miesięcznie 1200 zł, pracują na dwa etaty, na głowie mają rodzinę i ledwo wiążą koniec z końcem. To wymaga naprawdę ogromnej odpowiedzialności, siły i motywacji. Osoby warte podziwu. Sam nie wiem, czy dałbym radę. Ale tak samo jak te pracujące kobiety, podziwiam również osoby, które sprzeciwiają się feminizmowi i starają się z tym walczyć. Jako totalny arogant, mam właśnie dla tychże „osobniczek” małą i dużą radę. Duża: otóż, koleżanka po fachu, Pani Izabela Filipak, mocno działająca feministka, powiedziała w wywiadzie przed wydaniem swojej książki, że „codziennie dziękuje swojej Bogini” za to i owo. W takim razie – po co się męczyć z tym w świecie mężczyzn, skoro można iść do zakonu? Mała: próba zmienienia światopoglądu porządnym kobietom w wieku już dorosłym, to tragedia. Nie wiem, czy na kogoś to działa. Co najwyżej, można „umoralniać” pod tym względem czternastolatki, które czytają młodzieżowe czasopisma, w których to gulka na nodze, jest tzw. ciążą pozamaciczną. Myślę, że wszystkim to wyjdzie na dobre. A zwłaszcza Wam samym…
Michał Cisło
michal-cislo@wp.pl




Wacław M. ma rację !!! Feministki to nawiedzone babsztyle i kropka !
Do garów, won !
Henryk Kwinto — 08-04-2008 @ 21:37