Wałbrzych Miasto… MTB?
Od trzech (? – poprawcie mnie jeśli się mylę) lat Gmina Wałbrzych prowadzi program o wiele mówiącej nazwie „Wałbrzych Miasto MTB”. Nasuwa się jednak pytanie: a cóż to jest?I tu pojawia się problem, bo na stronach internetowych programu (www.mtb.walbrzych.pl), Urzędu Miasta (www.um.walbrzych.pl) czy Biuletynu Informacji Publicznej Wałbrzycha (http://miasto.walbrzych.sisco.info/) żadnej informacji na ten temat nie udało mi się odnaleźć. Ale nie wydaje się, by był to „projekt – widmo” w którym utopiono ogromne ilości kasy i tyle. W każdym razie, jeszcze nie. O tym, że program jest i funkcjonuje możemy się przekonać spacerując w okolicach hali OSiR czy SP nr 22 na 11-go listopada, gdzie widnieją (widniały?) tablice informujące o tymże programie. Czy coś jeszcze? Na wspomnianej wcześniej stronie internetowej programu mamy podanych trochę informacji nt. bieżących imprez kolarskich (wiele tego nie ma, a ostatnia aktualizacja była robiona chyba gdzieś w okolicach listopada. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, bo przy żadnym artykule nie ma dat…), trochę informacji o trasach rowerowych (szacuję, bo nie raczono podać takiej informacji, iż będzie ich łącznie około 100km), zdjęcia w galerii i coś o treningach dla bardziej zapalonych rowerzystów, którzy biorą sobie sport do serca. I tyle. Oh nie, zapomniałbym – jest forum, które jakby nie żyło… No tak, ale nie ma się co dziwić, że na portalu tym wieje nudą i nic się szczególnego nie dzieje. Z tego, co niegdyś udało mi się dowiedzieć, całym tym programem zajmuje się osoba, która wpadła na ten, co tu ukrywać, bardzo dobry pomysł. Jest tylko jeden problem. Po prostu dorzucono jej obowiązków, nie wyodrębniając zbytnio specjalnego stanowiska czy czegoś w tym stylu. Więc nie ma się co dziwić, że strona funkcjonuje jak funkcjonuje, a sam program nie jest znany bliżej większej ilości Wałbrzyszan, czy samych rowerzystów. A szkoda, bo można by czerpać z tego same profity.
Wałbrzych i pobliskie Szczawno-Zdrój znane jest braci rowerowej (zwłaszcza tej bardziej profesjonalnej) z cyklu różnego rodzaju zawodów rowerowych. I tak mamy Skoda Auto Grand Prix MTB czy zawody z serii Pucharu Polski w four crossie (czy tam 4X – jak kto woli) + szereg innych mniej lub bardziej ważnych imprez. W każdym razie trochę tego jest (i było), ale zawsze na poziomie regionalnym lub ogólnopolskim. A przecież można by powtórzyć lub chociaż pokusić się o zorganizowanie jakiejś poważniejszej imprezy na kształt Mistrzostw Europy (tak, tak!), które odbyły się u nas w roku 2004. I nie mówię, że od razu mielibyśmy z Wałbrzycha robić czegoś na kształt austriackiego Kaprun czy kanadyjskiego Whistler. Ale Wałbrzych powinien stawiać na sport i turystykę. Bo jak nie będzie WSSE, to nie będzie niczego. A w magistracie najwyraźniej ktoś nie odrobił lekcji z ekonomii.
W Polsce miejsca typu Szklarska Poręba czy Myślenice to sprawdzone marki, znane w środowisku rowerzystów. Dlaczego Wałbrzych nie mógłby dołączyć do grona miast chętnie odwiedzanych przez wszelkiej maści rowerzystów? I to nie tylko tych profesjonalnych, którzy przyjadą, zgarną nagrody i pojadą dalej. Wałbrzyszanie chętnie wyjeżdżają do Wrocławia do pracy, na zakupy czy rozerwać się. A może warto by było zachęcić Wrocławian do przyjazdu do nas? A może Czechów, do których jeszcze nie tak dawno trzeba było wybierać się z rowerami, bo u nas niewiele się działo?
Pojawiło się ze strony gminy parę pomysłów związanych z ogólnie pojętymi rowerami. Malownicza trasa rowerowa (i w zasadzie widokowa zarazem) biegnąca starym nasypem kolejowym w okolicach Chełmca i Szczawna –Zdroju, tor do racing BMX (polecam google.pl jeżeli kogoś nurtuje cóż to może być) na terenie stadionu na Nowym Mieście czy połączenie trasami rowerowymi Wałbrzycha i pobliskich wsi i miasteczek. To wszystko bardzo dobre pomysły, tylko należałoby je zacząć wcielać w życie, a z tym jak wiemy, są u nas w mieście znaczne problemy. I nawet jeżeli nagle Wałbrzych nie stanie się rowerową stolicą Polski, to skorzystają na tym sami Wałbrzyszanie. Aktywne spędzanie wolnego czasu jest coraz popularniejsze a kto jak kto, ale my mamy świetne tereny pod uprawianie kolarstwa górskiego zarówno dla amatorów niedzielnych przejażdżek jak i zawodowców z najwyższej półki. I nie jest to tylko moja odosobniona opinia. Studiując w Poznaniu spotykam się z ludźmi z różnych zakątków Polski. Ci, którzy oddają się swej pasji, czyli rowerowi i mieli okazję być u nas ze swymi bicyklami, mówią: „macie świetne warunki i piękne położenie – wykorzystajcie to.” Będziemy potrafili?




Niestety prawda, miałem okazję rozmawiać z tym chłopaczkiem. Prawdziwy pasjonat - takich ludzi ze świecą szukać. Był zrezygnowany tym picem na wodę fotomontażem. A starał się jak mógł tyle że wsparcia nie miał. Jak widzę co robią radni w innych miastach to mi się nóż w kieszeni otwiera gdy pomyślę o naszych.
Assasin — 07-02-2008 @ 11:50
Zapewne ten chłopaczek to Adam Szczurowski, czy się mylę? A problemem naszego miasta, ale pewnie i innych też, jest to, że oddolne inicjatywy tworzone przez ludzi z pasją są zbywane przez górę, jako “niewiele albo nic nie znaczące”. To smutne, ale niestety prawdziwe. Jakie są tego efekty, każdy chyba widzi…
kaszub — 07-02-2008 @ 12:55
Jakbyś zgadł. O niego chodzi. A polecam lekturę artykułu: http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4898051.html
Szczególnie ostatni akapit jest ważny. I jak tu się zgadzać z obowiązującą rzeczywistością.
A ja wierzę że niewiele trzeba, żeby było u nas lepiej niż w Irlandii. Zresztą tam wcale tak słodko nie jest. Ludzi wyrzuconych poza margines społeczny jest znacznie więcej niż u nas.
Assasin — 07-02-2008 @ 13:21