Przepraszam bardzo, czy ja mam tak wielkie szczęście (czyt. pecha) czy to jakaś akcja zorganizowana?! Tak, to na pewno jakiś spisek! Pewnie ludzie, którym dedykuje ten wpis
czytują na walbrzyszanie.info to co pisuję o takich jak oni. Chociaż po bohaterach dzisiejszego odcinka (nie)śmiertelnego nie powiedziałbym, że mają wiele wspólnego z Internetem. Spytacie pewnie co to za jedni w takim razie. Myślę, że można by nazwać ich ludźmi alternatywnymi odbiegającymi swym wyglądem i zachowaniem od ludzi-takich-samych-jak-wszyscy czyli większości społeczeństwa. Jednostki takie w naszym “tolerancyjnym” społeczeństwie zwie się jakoś z pogranicza brudasów, oprychów, bandziorów itp.. W nomenklaturze bardziej fachowej zyskaliby pewnie miano punkrockowców, jednak dla mnie to tylko kolejni (nie)śmiertelni.
Godzina 22. Ulica Wrocławska za hutą szkła w stronę Szczawienka. Autobus linii nr 12 zatrzymuje się na przystanku Wrocławska-Wyszyńskiego. Zwalniam przy jego wyprzedzaniu, zwłaszcza że zaraz za przystankiem jest przejście dla pieszych. Mijam przejście i przyspieszam do okolic przepisowych 50km/h (i tak przy obecnej pogodzie więcej jechać to wyczyn i ryzyko zarazem). Przejeżdżam ze 20m i jednocześnie robiąc unik w stylu tego na teście łosia walę z całych sił w klakson. Cóż za znakomita koordynacja i podzielność uwagi… Choć prawdę mówiąc wolę unikać tego typu “testów”. Wprawdzie Ci dwaj (nieszczęścia chodzą parami) przyspieszyli nieznacznie kroku, ale czy nie prościej było po prostu chwilę poczekać, aż wszystkie auta przejadą? Bo o przejściu paru metrów do przejścia nie ma co wspominać.
Z jednej strony każde tego typu zdarzenie dostarcza emocji, z drugiej robi się to dość nudne… Kolejni urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą mieli swój dzień. Ale nie ma się co dziwić. W końcu punks not dead!
PS. Byłbym zapomniał. Koło 19 o mało nie wpadł mi ochoczo pod koła Fiat Panda z takim małym niebieskim kwadratem z literką umieszczonym na dachu…
Nigdy bym nie przypuszczał, że (Nie)śmiertelny będzie (chyba) stałą serią. Ale jak widać, piesi i nie tylko oni dostarczają dość często niezłych wrażeń i sposobności do przemyśleń. Dziś na celowniku zmotoryzowany Wałbrzyszanin, uzbrojony w skuter. W sumie skuter fajna rzecz, na ładną pogodę, dla tych co nie lubią stać w korkach i chcą być bardzo mobilni. W ruchu ulicznym traktowani zdecydowanie lepiej niż rowerzyści. Ale ich wybryki mogą być tak samo śmiertelne jak pieszych i rowerzystów.
Jadąc dziś samochodem ul. Andersa tuż po godzinie 19 zastanawiałem się jak bardzo niespełna rozumu był kierujący skuterem? Na co liczył jadąc w trakcie mżawki po nieoświetlonej ulicy (ciemności egipskie a lampy zgaszone jak za dnia…) , z wyłączonymi światłami i do tego przejeżdżając skrzyżowanie na czerwonym świetle?! Boczne uderzenia bywają najgorsze… Jak zwykle przy tego typu okazjach słowa nie należące do kanonu piękna języka polskiego cisnęły mi się na usta.
Życzę temu Panu jeszcze wielu przeżytych dni.
W dzisiejszym odcinku (Nie)śmiertelnego pojedynek pieszych z karetką pogotowia ratunkowego. Skrzyżowanie ul. Armii Krajowej i 11-go listopada. W tej okolicy mamy dwa przejścia na Armii Krajowej, jedno bliżej Dworca Miasto, drugie zaś koło kina Apollo. Wiadomo, że ruch tam jest ogromny, a co za tym idzie - także hałas. Jednak nie zmienia to faktu, że dziś koło godziny 12 kierowcy nawet najgłośniejszych samochodów byli w stanie usłyszeć sygnały wydawane przez zbliżającą się karetkę Pogotowia Ratunkowego. Zatrzymywali się i zjeżdżali na bok by ustąpić miejsca zbliżającemu się pojazdowi. Jednak nasi ulubieńcy, czyli tytułowi (nie)śmiertleni za nic mieli całe zajście. Ci na przejściu pod dworcem nie kwapili się do tego by przyspieszyć kroku. To jednak nic. Ci pod kinem wleźli tuż pod karetkę, co zmusiło ją do dość gwałtownego hamowania. Głupota czy co…? Szczerze wątpię, że żaden pieszy nie usłyszał że “coś jedzie na sygnale”, bo po prostu nie ma takiej możliwości. Oczywiście osoby z wadami słuchu można usprawiedliwić. Ale szczerze wątpię, że nagle na dwóch przejściach trafiły się wycieczki niedosłyszących. A może jednak…?
Piesi sami proszą się o to, by w końcu zakończyć swój marny żywot pod kołami pierwszego lepszego samochodu. Oczywiście potrącony przez karetkę może liczyć na szybką pomoc… tylko co z tym, do którego ta zmierza? A co z innymi uprzywilejowanymi? Policją zmierzającą na interwencją czy strażą pożarną? Dziwimy się, że jak to możliwe że ginie na drogach tylu pieszych. Zwala się winę na kierowców, że to czy tamto. Ale codziennie piesi dostarczają nam powodów do niezłego stresu.
Czy jest ktoś choć raz nie miał jakiejś przygody z pieszymi?
I kolejny wypadek z udziałem pieszego na ulicy Wieniawskiego. Tym razem nie na przejściu dla pieszych, lecz na jezdni na wysokości stacji paliw Orlen. To miejsce jest chyba jednym z ulubionych przejść pieszych, którym z lenistwa nie chce się iść na przejście ani pod Billę ani na to na wysokości ulicy Senatorskiej. Niestety tłum gapiów nie był mi w stanie udzielić jakichkolwiek informacji na temat tego kto został potrącony i jak poważnie, niemniej twierdzono, że na miejscu wypadku w karetce trwała dość długo reanimacja. W każdym razie parę zdjęć z miejsca wypadku (jak to dobrze mieć cały czas pod ręką aparat).

(dalej…)